Oslo. Jak zobaczyć miasto i nie zbankrutować

Unicode

Jako fanka powieści Jo Nesbø niczym dzikie zwierzę podniecałam się na myśl o wyjeździe do Oslo. Czy urzeknie mnie klimat? Czy miasto sprosta moim wyobrażeniom? Czy ludzie będą przyjaźni? Główna obawa, nie ma co ukrywać, dotyczyła cen: miano najdroższej stolicy europejskiej zobowiązuje.

Cykl: "Wyjazdy do tysiaka"

Artykuły publikowane w ramach cyklu "Wyjazdy do tysiaka" można czytać w dowolnej kolejności.

1. Oslo. Jak zobaczyć miasto i nie zbankrutować

Zatem określiliśmy sobie (bo jedziemy we dwoje) prosty cel: chcemy zobaczyć maksymalnie dużo za maksymalnie mało. Mamy kilka punktów, które chcemy zobaczyć koniecznie, a więc - zaczynamy!

Jednym z takich miejsc jest znana z internetów opera, znajdująca się nad zatoką Oslofjord. To największa frajda dla oka w całym Oslo. Bryła gmachu złożona jest z różnych skosów (marmur, szkło i drewno), co w świetle wieczornym, w połączeniu z odbiciami szkła wewnątrz, stanowi niezwykle ciekawą atrakcję dla oka. Wędrowanie po dachu takiego budynku jest frajdą (widok na miasto oraz stalowo-szklany stateczek wystający z zatoki) i ciekawostką społeczną. Ludzi jak na Krupówkach :- ). W lecie przed głównym wejściem ustawiana jest tzw. „scena na wodzie”, w której odbywają się koncerty muzyki popularnej. Część widzów siedzi na krzesłach na dolnym podeście opery, a ci, którzy nie kupili biletu, oglądają widowisko z dalszego miejsca. Tu trzeba być.

Samo nabrzeże... Według przewodników powinno nas zachwycić. Ująć. Oczarować. Stąd odpływają statki ze zwiedzającymi, mieszkańcy Oslo cumują tu swoje luksusowe jachty, motorówki i małe łódki, żeglują po fiordach. Może zachwyciłby nas ten widok, gdybyśmy nie byli z Gdańska? Owszem, było urokliwie, ale dechu nie zaparło.

Full_Opera_by_night

Kolejne miejsce, do którego się udajemy, to opisana z przewodnikach twierdza Akershus. Umówmy się: to nie Malbork czy Wawel, tyłka nie urywa. Warto wspiąć się na mury twierdzy głównie po to, aby podziwiać zapierający dech w piersiach widok zatoki. Wstęp 20-25 PLN.

Oslo po kilku godzinach w ogóle sprawia wrażenie miejsca bez klimatu, trochę chaotycznego. Jest tam wszystko i nic, a w tym całym zamieszaniu królują... rzeźby. Na nabrzeżu, w centrum miasta, w cieniu bram, w zakamarkach. Głównie nagie. Po godzinie spędzonej w Oslo już nikogo ta nagość nie dziwi –to nie jest miasto dla purytańskich turystów : - )

Kolejne „must be”: Galeria Narodowa. Wstęp do galerii kosztował nas 15 PLN. Chcieliśmy zobaczyć jedną z wersji obrazu "Krzyk" Edwarda Muncha (artysta miał zwyczaj malować kilka wersji swoich dzieł) oraz Moneta, Maneta i Renoira. Rzeczywiście, warto. Od miejscowych zwiedzających dowiedzieliśmy się sporo o sztuce norweskiej, wystarczyło spytać i dać się ponieść fascnującym opowieściom. Warto!

Dzięki umiejscowieniu wielu ciekawych budynków wzdłuż jednej ulicy, wielokrotnie mijamy Stortinget, Parlament wolnej Norwegii. Gmach w stylu neoromańskim, podobnie jak leżący po przeciwnej stronie ulicy Karl Johansgate Pałac Królewski, jest otwarty dla publiczności, a wstęp jest bezpłatny.

Sławny park Vigelanda to kolejne (i ostatnie już) miejsce, bez obejrzenia którego nie zamierzamy wracać do Polski. Park to nietypowy, choć z fontannami i klasyką. Ogromny! Składa się z 212 rzeźb z kamienia i brązu przedstawiających łącznie prawie 600 postaci z gigantyczną kamienną kolumną uformowaną z sylwetek nagich (a jakże) ludzi w różnym wieku. Monolit ten interpretowano na wiele sposobów, między innymi jako: zmartwychwstanie człowieka, walkę o przetrwanie, ludzką tęsknotę za duchowością, codzienną transcendencję i cykliczną powtarzalność.? Park ten to świetne miejsce na piknik, randki, schadzki i... przemyślenia. Serio. Wejście bezpłatne.

 

Kilka refleksji:

- autochtonów jak na lekarstwo, zdecydowanie na ulicy panuje wielokulturowość. Ludzie są serdeczni, chętnie pomagają w czym się da.

- Polaków też w sumie niewielu, ale to akurat tłumaczą ceny. W sklepie kupisz piwo za 17 PLN, w knajpie najtańsze kosztowało 36. Napoje alkoholowe powyżej 3,5% można dostać tylko w specjalnych sklepach. Jedzenie na mieście to w ogóle ciekawostka: rano to samo kosztuje mniej niż wieczorem :-).

- zakupy ubrań itp. w sieciówkach są nieopłacalne: wzornictwo to samo, ceny razy dwa.

Komunikacja w Oslo jest silnie rozbudowana. Nie planowaliśmy podróżować środkami lokomocji miejskiej, bo wydawało nam się, że tam jest wszędzie blisko. Jak się okazało - prawie. J Od skorzystania z tramwaju, gdy już padaliśmy z nóg, odrzuciła nas cena biletu: 50 koron (23 PLN) na przejazd. Zdecydowanie taniej byłoby kupić bilety na tramwaje i autobusy w kioskach lub automatach. Taksówka, którą podążył w celach rozpoznawczych nasz przyjaciel, jechała niespełna 5 minut i kosztowała go 150 koron (70 PLN).

 Ile kosztował nasz wyjazd?
  • Noclegi. Pokój 2-osobowy z łazienką kosztuje prawie 400 PLN, piętrowe spanie w wieloosobowym pokoju to koszt rzędu 200 PLN. Można się ponoć bezpłatnie przekimać się na lotnisku, ale na to nie starczyło nam odwagi. Może następnym razem.
  • Przy wysokiej czujności można kupić bilety lotnicze do Oslo Rygge za 38 PLN w obie strony. Nam się udało. Dojazd do miasta (ok 60 km) to koszt rzędu 60 PLN.
  • Wyżywienie. Noclegi są zwykle ze sniadaniem. Sklepy są drogie, więc doceniliśmy porady, by wziąć ze sobą jakieś słoiki. Łącznie wydaliśmy na jedzenie ok. 150 PLN. Plus małe szaleństwo w pubie wieczorową porą.

 

Suma wydatków na 2 osoby wyniosła niecałe 1000 PLN.

Jedno przemyślenie nt. „Oslo. Jak zobaczyć miasto i nie zbankrutować

  1. Super artykuł, naprawdę ciekawie się go czytało!
    Kiedy następny? I czy będzie coś z Polską destynacją?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>